Kiedy chcemy czegoś całym sercem… i właśnie dlatego nam nie wychodzi. Oto dlaczego: przez lata myślałam, że im bardziej czegoś pragnę, tym mocniej powinnam się starać.
Im większy cel, tym większy wysiłek. Im ważniejsze marzenie, tym bardziej muszę je „pilnować”. I im bardziej się starałam… tym dalej byłam od tego, czego naprawdę chciałam.
Dopiero gdy zaczęłam czytać „Transerfing siebie” i łączyć go z tym, co czuję w swoim ciele, zobaczyłam mechanizm, który Zeland nazywa nadmierną ważnością - nadmiernym potencjałem. To nie jest zwykłe „chcenie”. To stan, w którym nadajemy czemuś tak ogromną wagę, że cała nasza Uwaga zostaje wessana w cel. Nie jesteśmy wtedy sobą i właśnie wtedy cel… oddala się.
Dlaczego ludzie nie osiągają swoich celów?
Bo nadają im nadmierną ważność. Kiedy coś staje się dla nas bardzo ważne i najważniejsze „musem”, „warunkiem szczęścia”, „ostatnią deską ratunku” – kiedy wmówili Ci że musisz mieć cel stale przed oczami i dawać z siebie wszystko, wtedy:
- Napięcie w ciele rośnie (dosłownie czujesz, jak coś ściska w klatce piersiowej).
- Umysł zaczyna panikować i analizować „co jeśli się nie uda?”.
- Nasza Uwaga przestaje być czysta – zamiast płynąć swobodnie, zostaje przyklejona do celu.
- A Iskra zamiaru (ta mała Kosica z tyłu serca)… zostaje przytłumiona.
Ciało natychmiast to czuje.
I zamiast wspierać nas w realizacji marzenia – wchodzi w tryb ochrony: „uwaga, to jest bardzo ważne, nie możemy stracić!”. Paradoksalnie – im bardziej czegoś chcemy i im bardziej się staramy, tym mocniej blokujemy jego przyjście. Zeland mówi wprost: Nadmierna ważność równa się nadmiernemu potencjałowi równowagi. Świat (lub Matrix) zaczyna równoważyć ten nadmiar… i cel znika, oddala się, komplikuje się albo w ogóle nie pojawia.
Jak to wygląda u mnie?
Jeszcze niedawno, gdy bardzo czegoś pragnęłam (np. spokoju w życiu, większej lekkości, rozwoju strony i bloga), czułam ogromny ciężar, bo kładłąm na to nacisk - to było bardzo ważne: „Muszę to osiągnąć. Muszę się postarać. Muszę kontrolować.” Ciało reagowało napięciem, zmęczeniem, blokadami. Dopiero gdy powiedziałam sobie: „Widzę siebie. Jestem Ja…” i zrobiłam te trzy oddechy do serca – nadmierna ważność zaczęła się rozpuszczać. I nagle rzeczy zaczęły przychodzić same. Lżej. Bez walki.
Jak rozpuścić nadmierną ważność w praktyce?
Oto najprostsza metoda, którą stosuję codziennie:
Złap moment „ważności ”Kiedy czujesz, że coś jest „bardzo ważne”, że „muszę to osiągnąć”, że „bez tego nie dam rady” – zatrzymaj się.
Zadaj sobie pytanie „Czyja to uwaga teraz jest? Moja… czy należę do celu?”
Przenieś Uwagą z powrotem do Iskry. Powiedz cicho:„Widzę siebie. Jestem Ja…”Zrób trzy oddechy prosto do serca. Poczuj Kosicę z tyłu serca. Nie walcz
z pragnieniem – po prostu zabierz z niego nadmierną wagę.
Puść z miłością. Powiedz w myślach:
„Chcę tego… ale nie muszę. Niech przyjdzie w najlepszy dla mnie sposób.”
To nie jest rezygnacja. To jest powrót do czystej Uwagi. I właśnie wtedy cel może do Ciebie przyjść – bez walki, bez blokad, bez nadmiernego potencjału:
"Góry nie ma".
Ćwiczenie na już
Weź dzisiaj jeden cel lub pragnienie, które jest dla Ciebie „bardzo ważne”. Napisz je na kartce. Potem usiądź w ciszy i zrób dokładnie to, co powyżej: „Widzę siebie. Jestem Ja…” + trzy oddechy do serca. Na koniec dopisz pod celem: „Chcę tego… ale nie muszę.” Poczuj, co dzieje się w ciele. Zapisz jedną obserwację. To będzie Twój pierwszy krok do rozpuszczenia nadmiernej ważności.
Z miłóścią i w prawdzie
Renata